Zagrożenia środowiska naturalnego Krakowa i wielkich aglomeracji miejskich były tematem publicznej debaty Gazety Wyborczej „Po co nam ta zieleń” zorganizowanej 11 maja br. z inicjatywy Garden Residence w krakowskiej Gazeta Cafe.
Dyskusje z udziałem ekspertów, przedstawicieli władz miasta i organizacji mieszkańców otworzyła prezentacja Georgiosa Notopoulosa, menadżera projektu Garden Residence, który omówił problem degradacji terenów zielonych w Atenach.
- Stolica Grecji od wieków była miejscem pełnym parków i ogrodów. Ogród w starożytnych Atenach spełniał ważne funkcje użyteczności publicznej. Gaje i drzewa były otaczane dużą czcią i chronione. Były kolebka antycznych gimnazjonów, gdzie skupiało się życie umysłowe, uprawiano filozofię i inne nauki. Ogromna liczba ogrodów sprawiała, ze Ateńczycy przez stulecia nie zakładali ogrodów przy swoich domach. Dzisiaj Ateny sa miastem pełnym zabytków, ale najuboższym w tereny zielone spośród wszystkich miast w Europie – mówił Notopoulos.
Jak wynika z raportu OECD w latach 1993–2006 liczba aut na 1 000 mieszkańców wzrosła tu o 118%, w porównaniu z 40% w Hiszpanii i 24% w Niemczech. Dzielnice miasta zatkane są parkującymi samochodami. W Atenach mieszka połowa ludności Grecji, na każdego z tej niemal pięciomilionowej rzeszy przypada 2,5 m² terenów zielonych, czyli jedna czwarta tego, czym mogą się pochwalić kraje środkowej i północnej Europy. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) powierzchnia terenów zielonych na jednego mieszkańca aglomeracji powinna wynosić 50m2. W Krakowie mieliśmy do niedawna ok. 4 827,25 ha zieleni (dane z 2001 r.), co daje w przybliżeniu 65 m2 na jednego mieszkańca. Szacunkowa gęstość zaludnienia Aten to 19.133 os./km. kw.
- Po ulicach Aten jeździ ok. 3 mln pojazdów. Fakt ten przekłada się na notoryczne trudności z parkowaniem oraz smog, szczególnie odczuwalny w bezwietrzne, upalne dni. Miasto oglądane z góry wygląda jak biało-szara pustynia, mało tu bowiem parków, czy terenów zielonych. Aczkolwiek po liftingu z okazji Olimpiady posadzono tysiące drzew, założono liczne skwery oraz deptaki – opowiadał Georgios Notopoulos prezentując satelitarne zdjęcia Aten.
Jego zdaniem powodem tego dramatycznego stanu rzeczy jest wieloletnia niekontrolowana zmiana przeznaczenia terenów zielonych, które miasto oddało do komercyjnego wykorzystania inwestorom lub samo przeznaczyło je na inwestycje municypalne.
- W ten sposób Ateny straciły swoje płuca. Dzisiaj władze wprowadzają nowe plany zagospodarowania, przepisy chroniące niezdobyte jeszcze przez inwestorów tereny zielone na obrzeżach miasta, zapowiadają walkę z nadużyciami. Paradoksalnie kryzys ekonomiczny jest sojusznikiem, tych którzy walczą o środowisko naturalne. Jak zauważył grecki wiceminister edukacji, pusta jest bowiem nie tylko kasa miejska, ale również „spekulanci też już nie pachną groszem” - powiedział Notopoulos. [prcm]